Gruz 200
Aleksei Balabanov. Ten reżyser jest gwarancją, że będziemy mieli do czynienia z filmem niezależnym, ambitnym, prawdziwym i zaangażowanym. Z świetle powyższych słów Gruz 200 stał się kolejnym obrazem, który mimo tego, że nie jest łatwy w odbiorze, warto obejrzeć.
Historia kilku osób, które w pewnym momencie życiorysy połączy szereg wydarzeń spleciona została w nieliniową fabułę. Zabieg o tyle ciekawy co po prostu potęgujący przekaz, a właściwie przesłanie filmu. Nie mamy jednego bohatera. Kilka wyrazistych postaci, niekiedy o bardzo skrajnym charakterze i poglądach. Reżyser odstępując od klasycznej chronologii, a także opowiadając historię kilku osób nakreśla portret społeczeństwa z połowy lat osiemdziesiątych, dając sugestywnie do zrozumienia, że ówczesna postawa była początkiem zmian, których efektem jest dzisiejsza mentalność (a przynajmniej jej część) Rosjan.
Profesor wykładający naukowy ateizm, młody chłopak, psychopatyczny milicjant, dziewczyna, gospodarz. Tłem zmagań (o ile można użyć takiego słowa w ówczesnych czasach) wszystkich tych ludzi jest typowy krajobraz rosyjskiej, a właściwe radzieckiej prowincji. Tytułowy Gruz 200, czyli zwłoki radzieckich żołnierzy z afgańskiego frontu, stanowią wydawać by się mogło niewielki element całości. Obraz serwowane przez Balabanova są bardzo chłodne, pozbawione najmniejszej analizy. Akcja toczy się mimo woli, a niekiedy też wbrew działaniom każdego z bohaterów.
Ponura atmosfera, na które niebagatelny wpływ ma zarówno otoczenie, wszechogarniająca wódka, znieczulica i bieda potrafi przytłoczyć. W pewnym momencie, każdy z nich nie może się już wycofać. Bez względu na to czy mamy do czynienia z perwersyjnym i chorym psychicznie milicjantem, czy też “niewinną” dziewczyną to i tak koniec będzie wbrew pozorom identyczny. Wszystko obraca się w życie bez perspektyw z piętnem doświadczeń, którymi może sobie poradzić tylko wódką, bądź też śmiercią.
Nie bez powodu fabuła porównywana jest do klimatu powieści Dostojewskiego. Tutaj również człowiek ma niewielki wpływ na swoje życie, a tym bardziej na innych. Blabanov nie ocenia, nie potępia. Wszystko pokazuję z iście specyficznym dystansem. Daje do zrozumienia, że owy dystans, podobnie jak bohaterzy swój los, nie jest się w stanie pokonać i zmienić. Niewielka scena, kiedy to ładunek 200 zostaje odbierany przez milicjanta, a w tle kolejni żołnierze wyruszają do Afganistanu jest wymownym symbolem ówczesnych “spętanego bezsilnością” społeczeństwa, przed którym wkrótce pojawią się nowe horyzonty rzekomej wolności. Dlaczego rzekomej? Na to pytanie stara się właśnie odpowiedzieć ten obraz.
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook